[1]

sobota, 28.lipica.2007, 22:59
Disconnect and self destruct.

Byłam dziś na placu zabaw, na moim placu zabaw.
Ktoś tam był, pierwszy raz ktoś zabrał moje miejsce, to, które zawsze o 22:00 jest moje, moja ławka, moja ciemność. Świerszcze grają dla mnie, drzewa szumią, dym z papierosa unosi się nad moja głową.
Nie tym razem.
I pomyślałam - to jest też jego plac zabaw, co jeśli on jest jedną z anonimowych postaci skąpanych w ciemności wieczoru?
I wtedy to usłyszałam.
Śmiech, tak podobny do jego śmiechu.
Chyba mam paranoję, bo gdyby to był on, na pewno pod wpływem towarzystwa ośmieszyłby mnie, idiotkę, która po usłyszeniu `Chcę być sam, nie chcę być z tobą, nie ten czas, to wszystko potoczyło się za szybko` nie umiała tego zrozumieć. Albo nie chciała. Na jedno wychodzi.
Śmieszne, bo wiedziałam, że się boi, ale mimo jego lęków, myślałam, że skoro jednak ze mną jest, skoro chce mnie jak najczęściej widzieć, skoro `tak dobrze mu ze mną` wszystko ułoży się tak, jak marzyłam.
A tu dupa blada.
Szybko zmyłam się z placu zabaw (i ta piaskownica z tym pieprzonym, niebezpiecznym, metalowym wiaderkiem z łańcuchem, które oboje zbojkotowaliśmy na znak dbałości o bezpieczeństwo dzieci) i poszłam na ścieżkę w lesie, na ławkę, na której... no, na naszą ławkę.
Zapaliłam.
Znów to poczułam. Ten opadający razem z popiołem, ulatujący wraz z dymem niepokój, niknący w ciemności nocy. Cisza i spokój we mnie, odpływające nerwy, niepokój, samotność..
Trułam drzewo, to samo, które kiedyś przyglądało się dwojgu szczęśliwych (czy na pewno?) ludzi, pomyślałam nawet głupio, że trując je, truję wszystko co z nim związane.
I może tak jest, bo teraz jestem zwyczajnie wściekła, wściekła na siebie, że tak się zaangażowałam w związek z kimś, kto już raz powiedział, że chce być sam i mimo to nie zniknął z mojego życia.
Ale wtedy nie zniknął również fizycznie, ciągle tam był. Odbierałam jego emocje, wiedziałam, że zawsze mogę się do niego zwrócić.
Ten stan, ten rok. Był ważny.
Był mój, był jego, a zarazem każde z nas było zupełnie osobno, w swoim świecie, wśród swoich problemów.
I wszystko spieprzone.
Dzisiaj znów noc przy otwartym na oścież oknie. Kawa, papieros i naiwne wspomnienia.
Chłód nocy, taki sam, jak wtedy, gdy...
A chuj.
To wszystko musiało być iluzją.
Jestem żałosna.
Taka [narcissistic] Drama Queen.
Idiotka, która cierpi tylko dlatego, że ktoś nie chce z nią być.
A nie potrafi podać choć jednego powodu, dlaczego miałby chcieć.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: