[15]
Napisała niedziela, 31 stycznia 2010 22:55:41


If I go crazy than will You still call me superman?

Naddziwnie.
Również dziwnym jest fakt, że używam słowa 'naddziwnie' w odniesieniu do teraz, gdy słowo 'naddziwnie' jest integralną częścią mojej przeszłości, co do której mam ambiwalentne uczucia.
Oczywiście jeżeli w ogóle się wydarzyła, bo w to również czasami wątpię.

Jak zwykle wszystko wkoło próbuje mnie przekonać, że nic nie jest pod moją kontrolą.
Jak zwykle marudzę, zamiast się ogarnąć.

Świat warszawski, świat studencki znów oblepił mnie mackami niezdecydowania i zrezygnowania. Które duże K z buziaczkiem mam teraz wybrać?
Nie wiem.
Próbuję być rozsądna i praktyczna.
Ale czy taka powinnam być?

I am the mess You chose.

Wracam do korzeni, znów wracam do czerni i jej pochodnych w postaci gitar i perkusji.
Znowu okazuje się, że porządna dziewczyna, którą tak usilnie staram się być, po prostu nie chce być mną.
Mała, słodka suka.

I took a walk around the world to ease my troubled mind.

Znowu wkraczam w świat Stars Hollow.
Lewo? Prawo?
Przenikamy...

I'll keep You by my side with my superhuman mind.

0|+

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ``````````````````````````````````````` ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
[14]
Napisała piątek, 26 czerwca 2009 10:47:46





Pusto jest i źle.
Co ja tam nawypisywałam w poprzedniej notce?
Śmiech na sali.
Oczywiście, dalej tęsknię za Adamem jak szalona.
Dalej, irracjonalnie, oddałabym wszystko, żeby jeszcze raz móc zasnąć przy nim, by jeszcze raz móc pocałować jego obojczyk.

I kissed Your mouth and back, is that all what You need...?

Jedyne, co przyniosła mi dobrego ta sytuacja, to przyjaciół i pewność, że oni są, że mogę na nich liczyć.

Mimo to jest... pusto.
Cholernie pusto.

Deal with it, just deal with it.

But I can't.


A. I tutaj zamieszczam również prezent od Karola.
Jakiś taki.. prawdziwy mi się wydaje:

„Anioł inny niż bieszczadzkie”


Spotkałem Anioła
Innego niż te bieszczadzkie
Nie była ani zielona
Ani cicha
...
Płakała
...
Przerażona twarz
I włosy splątane żalem
Spływały spokojnie
Na zranione skrzydło
...
Nie mogła latać
...
I chociaż wiedziałem
Że słowa nie są lekiem
I tylko czas pomoże
Wyrzekłem ich kilka
...
I tak rozmawiamy kolejną noc
0|+

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ``````````````````````````````````````` ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
[13]
Napisała piątek, 5 czerwca 2009 18:33:46


I wanna burn you down, shoot to kill, twist the blade until you FEEL.

Koniec ze strachem, koniec z przygnębieniem, z wiecznym lękiem. Nie muszę już się bać tego momentu, w którym to, co było dla mnie najważniejsze, rozsypuje się kompletnie.
Stało się.
Rozsypało, spaliło się, zniszczyło, a jeszcze ktoś to umiejętnie zadeptał.
Najgorsze jest to, że to było DOBRE.
Że miłość wszech czasów nigdy nie była do końca wszech czasów.
Że miałam rację twierdząc, że nigdy nie będę dla nikogo ważna, jakbym się nie starała.
Że nigdy moje życie, moje problemy, mój świat nie będzie ważniejszy od czyjegoś świata.
I najważniejsze - że uczucie nie wystarczy do szczęśliwego związku.
Moje nie wystarczyło.

Just don't deny it, deal with it.

Staram się żyć, staram się teraz czerpać pełnymi garściami promienie słońca, uśmiechy, rozmowy.
Czuję wolność, błogą szansę na doświadczanie.
Zamierzam to wykorzystać.

Jedno pozostało niezmienione.
Warszawa pozostała moim centrum.
Tylko powody się zmieniły...

"Burn you down" - Opiate for the Masses.
0|+

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ``````````````````````````````````````` ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
[12]
Napisała wtorek, 31 marca 2009 21:56:28


Save Your soul

W marcu jak w garncu. Bez kitu.

Wszystko się miesza, kipi, bulga, przenika.
Uśmiech, łza, drżenie rąk, uniesione brwi, podkrążone oczy, zaczerwienione spojówki.
Jedyne co to wszystko łączy, to ukradkowy papieros, unoszący się dym i to charakterystyczne pyknięcie.

Czasem chciałabym móc dać spokój.
Przelać go na Kogoś.

Ja pierdzielę, trochę nie ogarniam.

'...what's in our home. That's all I want...'

0|+

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ``````````````````````````````````````` ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
[11]
Napisała sobota, 22 listopada 2008 10:18:39


Today I heard that Someone left this earth. That Someone disappeared, left no mark here.



Silna, wytrzymała, odporna.
Dobra, miła, kochająca.
Odważna.
Zaradna, gospodarna.
Piękna i mądra.

Taką ją zapamiętałam.
Taką jadę ją pożegnać.

Kochaną.
Najelegantszą, najinteligentniejszą, prawdziwą Damę.

Today I heard the sound of birds and I wish that I was anywhere but here.

0|+

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ``````````````````````````````````````` ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
[10]
Napisała poniedziałek, 6 października 2008 21:03:19


W tym całym harmidrze usłyszałam dwa słowa.
I mimo, iż sytuacja nie zmienia się ani na jotę, a nawet się pogarsza...
Pomogło.
Tak cholernie pomogło.
I ulżyło, w jakiś pokrętny sposób.

Those three words are said to much. They're not enough....

Dalej czekam na dobre wiadomości z Puław, ale teraz z ciut lżejszym sercem..

Snow Patrol - 'Chasing Cars'
1|+

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ``````````````````````````````````````` ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
[9]
Napisała niedziela, 28 września 2008 20:39:40


Today is quiet in my town

Wczoraj straciłam matkę.
Nie dosłownie, choć w sumie - stracenie matki emocjonalnie chyba jest bardziej dosłowne niż stracenie jej fizycznie.
Nie wiem.

Zaczęło się od tego, że moja Prababcia, a właściwie ja ją zawsze nazywam Babunią, miała wczoraj wylew.
Stan jest poważny ale stabilny, tak przynajmniej określa się Ją językiem lekarzy.
Językiem ludzi - jest sparaliżowana, mówi, ale bez świadomości, podobno jedynie oczy oddają jakiekolwiek zrozumienie.
Jeszcze to do mnie nie dochodzi, zwłaszcza, że jak odwiedziłam ją w połowie sierpnia, czuła się dobrze. Oglądała programy przyrodnicze i robiła sobie z nich notatki, mimo osiemdziesięciu ośmiu lat.

A wczoraj jeden telefon zmienił ją w Pacjentkę, Przypadek lekarski, Chorego. Zupełnie nagle.

Mój ojciec jest załamany [choć tego po sobie nie pokaże za nic w świecie] i przerażony sytuacją Kobiety, która go wychowała.
Moja matka nie rozumie chyba nic z tego wszystkiego, bo najpierw zaczęła komentować zdrowie psychiczne Babuni z ostatnich kilku lat ze swoją matką, a gdy powiedziałam, że to dla mnie obrzydliwe, zaczęła mi wrzucać.
Pierwszy raz wyszłam z domu i nie wróciłam na noc, napisawszy SMSa, że jestem u Adama.
Gdy wróciłam, okazało się, że moja matka ze swoją matką dalej nakręcają się wzajemnie przeciwko mnie. W dodatku moja matka miała czelność robić mojemu sponiewieranemu psychicznie i nerwowo ojcu wymówki, za jakieś graty niewyniesione do piwnicy.

A ja czekam.
Na wiadomości o Babuni.
Na to, aż będę miała szansę odejść z tego domu.
Na to, aż będę mogła przestać nazywać moją matkę matką.

I wciąż modląc się, by to nie miało związku, mam w głowie ten tekst:

Today I've heard that someone left this Earth.
That someone disappeard, left no mark here.


Civil Twilight - 'quiet in my town'



0|+

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ``````````````````````````````````````` ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
[8]
Napisała poniedziałek, 1 września 2008 22:10:56


Znów zaczynam jeść niepoliczalne ilości słodyczy.
Znowu pochłaniam lody, czekolady, torciki, batoniki.
Znowu zajadam strach i stres.

Ironia losu z tym dorastaniem, no.
Jeszcze niedawno tak jęłam się uniezależniać, studiować, żyć sama na siebie.
A teraz?
Matura mnie przeraża.
Nie, nie jestem wypoczęta, świeża po wakacjach i gotowa do zapierdalania, jakby tego życzył sobie mój dyrektor.
Jestem rozsypana.
Bo nie wiem jak to będzie.

Nie wiem, jak będzie w domu. Nie wiem, czy będę w stanie znosić dalej wątpliwości, czy zdam maturę z historii (choć zawsze miałam z niej czwórkę), obelgi, że jestem żałosna, śmieszna, infantylna, nieodpowiedzialna, choć tak naprawdę nigdy nie nadszarpnęłam poważnie zaufania rodziców.

Nie wiem, jak dam sobie radę z uszczuploną ilością Adama w kalendarzu.
I niby rozumiem, że jego studia są wymagające, że 3 razy w tygodniu to i tak dużo.
Ale z drugiej strony wiem, że teraz właśnie mija ten najcudowniejszy okres, kiedy moglibyśmy tak po prostu cieszyć się sobą.
A zwyczajnie nie mamy na to czasu.

Nie wiem, jak dam radę podtrzymywać Cię i być dla Ciebie oparciem.
Nie wiem, czy kiedykolwiek dawałam radę.
Chciałabym dać Ci bezpieczeństwo.


Chciałabym być po prostu szczęśliwa i spokojna.

Ale to nie teraz, Panocku....


Dramagods - 'Sky'
3|+

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ``````````````````````````````````````` ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
[7]
Napisała niedziela, 20 lipica 2008 12:07:47


Jak się okazało, zostawiona zostałam na jedną dobę.
[Jak to pisałam, miałam wrażenie, że mówi to zdanie ten mężczyzna, który informuje mnie zawsze że 'mam na koncie zero.złotych.i.dwadzieścia.trzy.grosze.brutto.]

Ale jest coś, co nadal jest nie tak.
Niby jest tak jak było, niby jestem tak samo szczęśliwa.
Tzn. nie, stop. JESTEM tak samo szczęśliwa.

Ale teraz już jestem pewna tego, czego tylko się domyślałam - że on mnie nie kocha w tym sensie, w jakim chciałabym być kochana.
Dlatego mi nigdy tego nie mówił.
Dlatego musiałam to zawsze wyciągać...

Myślę o nim prawie non stop.
Chcę z nim spędzać każdą chwilę.
I codziennie marzę o tym, żeby usłyszeć te dwa słowa.
I wiem, że będę na nie czekać lata.
Idiotka. Boże, nigdy nie myślałam, że tak będzie wyglądała moja pierwsza miłość.

I że będę taką idiotką, która nie potrafi się do tego zdystansować, tylko wciąż o tym myśli.

I daje wszystko.
I ma nadzieje, że usłyszy kiedyś to coś, na jakiś idiotycznych podświadomych zasadach barteru stara to sobie wywalczyć.

Boże.
Totalnie oszalałam.

P.O.D. - 'will you'
2|+

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ``````````````````````````````````````` ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
[6]
Napisała niedziela, 29 czerwca 2008 18:52:46


Taka sama kawa nie wystarczyła.
Znowu koniec?
Znowu w czerwcu....?
No tak. Klasyka.

Damien Rice - 'The Blower's Daughter'
0|+

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ``````````````````````````````````````` ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
[5]
Napisała sobota, 28 czerwca 2008 18:34:17


Śmieszne jest, że to jak mocno się kochamy, jest powodem kłótni i przepaści między nami.
Bo gdybym go nie kochała, nie poprawiłabym błędów w tekście , który sobie przygotował - w trosce, żeby lepiej wypadł. A on nie czułby się urażony.
Gdybym go nie kochała, nie chciałabym mu pomóc w odnalezieniu w sobie strachu, który go blokuje. A on nie odpychałby mnie w obronie.
Gdyby mnie nie kochał, mówiłby wprost. A ja byłabym smutna, że nawet nie postarał się powiedzieć mi łagodniej, czego potrzebuje.

A teraz?
Siedzimy w dwóch osobnych pokojach, dzieli nas dystans psychiczny, który powoduje, że będziemy przez najbliższą chwilę dla siebie supermili i superpoprawni.

Ale nadal.... Pijemy taką samą kawę.
Z dużą ilością mleka, oczywiście.

Plumb - 'In My Arms'
2|+

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ``````````````````````````````````````` ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
[4]
Napisała poniedziałek, 28 kwietnia 2008 22:13:29


Tak się boję o siebie. Że zostanę sam. O swój psychiczny stan...

Tak strasznie się boję tego, co przede mną. Tego, że już tylko kilka miesięcy dzieli mnie od zostania tu samej na rok.
Tyle szczęścia było codziennie, teraz nagle powróci ten sam, stary, jebany marazm.

Boję się, że to była taka chwila, chwila szczęścia, bezpieczeństwa, spokoju.
A teraz się skończy, Adam wyjedzie i tak to będzie. Idiotycznie.

Najgorsze jest życie bez Jego zapachu. Wszystko mogę znieść. Ale tylko gdy czuję jego zapach gdzieś blisko. Gdy wiem, że jest niedaleko. Na pociągnięcie nosem stąd. Ale niedługo brak tej woni będzie stanem permanentnym, gdyż ciężko coś wyczuć z czeluści smrodliwej stolicy. Już nie wiem sama co dalej. Nie wiem sama, jak sobie z tym poradzić.
Chyba boję się, że w końcu zwariuję.

Ciekawe jak on to czuje. On się chyba jeszcze nad tym nie zastanawia.. zazdroszczę.
Chociaż on mnie może zawsze zostawić, poradzi sobie beze mnie.
I nawet nie wie, że ja uzależniłam się silniej od niego niż od czegokolwiek innego.

Co ja narobiłam.

Athlete - 'Street Map'
2|+

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ``````````````````````````````````````` ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
[3]
Napisała poniedziałek, 10 marca 2008 00:07:57


But tonight... I feel like more.

Ten cały wirtualny świat jest jakiś pomieszany. Śmiesznym jest, że znajomi, których mam na epulsie czy naszej klasie, tacy, z którymi się nie spotykam, nawet nie mówią mi 'cześć' gdy przez przypadek spotkamy się na przystanku, a z kolei najbliżsi kumple potrafią nawet nie 'dodać' mnie do znajomych na portalach.

To wszystko się jakoś piramidalnie pomieszało.
Ludzie są niedookreślenie blisko lub daleko. Wszyscy są Twoimi znajomymi, wszyscy są na równych zasadach.
Nie nadążam za tym światem.


Nie rozumiem też, dlaczego idealizujemy sobie ludzi, w których jesteśmy zakochani. I czemu zawsze wydaje nam się, że jesteśmy dla nich niewystarczający... To jest niesamowite.
Przecież znając kogoś tak dobrze, niemalże na wylot, ciężko jest mijać się z prawdą w ocenie. A każdego dnia obserwuję, jak przewrotnie inna jestem e Jego oczach. Dobra, piękna.
Boję się momentu przebudzenia. Boję się ujrzenia prawdy. Nawet kawałka tej prawdy. Nie będę wiecznie ideałem w jego oczach... Nie będę.
I kurwa, co ja zrobię, jak nie będę?

But tonight.... I feel like more.

Deftones - Digital Bath.
0|+

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ``````````````````````````````````````` ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
[2]
Napisała sobota, 23 lutego 2008 17:52:56


Nowe życie.
Od czasu tamtej poprzedniej notki zmieniło się wiele, choć nadal wykorzystuję plac zabaw jako palarnię, nadal czasem wspominam.
Jestem daleko.
Jestem daleko od uczuć, jakie władały moim zachowaniem te osiem miesięcy temu.
Rozpacz, ból, samotność.
Trochę śmieszne i melodramatyczne.
Ale takie to właśnie jest - odwieczna potrzeba bliskości, akceptacji... Ślepo prowadzi do wiązania się nie z TYMI ludźmi, do cierpienia, że nie byli to właśnie CI ludzie, do nostalgii, że mimo iż nie byli TYMI ludźmi, to przecież było całkiem dobrze.
Trochę jak myślenie kobiety pijaka "to, że mnie bije o niczym nie świadczy, gdyby nie on w ogóle nie miałabym szansy na godne życie".
Bez sensu i na niby.

Najdziwniejsze jest to, że pisze to osoba, która pierwszy raz w życiu jest z kimś, kogo kocha i z kim chce być. I jest szczęśliwa.
To też w zasadzie dziwne uczucie.
Najbardziej zaskakujący jest fakt, że udany związek nie niweluje uczucia samotności, ale pogłębia je. Gdy byłam sama, nawet zrozpaczona po utracie Piotrka [notka poniżej] bardziej radziłam sobie z pustym mieszkaniem, smutnymi piosenkami czy następnymi katastrofami w One Tree Hill [tak, oglądam. i co?]. A teraz nie. Teraz w pustym mieszkaniu czuję się jak uwięziona w klatce, odgrodzona od świata. Słuchając smutnej piosenki myślę ciągle o tym, co zrobię za kilka miesięcy, gdy On wyjedzie na studia. Oglądając One Tree Hill cały czas myślę o tym, że nic nie trwa wiecznie, boję się utracić to co mam.

Chciałabym być taka, jak moja przyjaciółka, A. Odważna, lubiana przez wszystkich, podejmująca czasem mocno ryzykowne decyzje, ale mimo to zawsze wychodząca z twarzą. Ona dostanie to, czego chce. Jest piękna, odważna. Zawsze wszystko układa pod siebie.
Ja tak nie umiem.
Kiedyś chciałam grać w teatrze. Marzyłam o tym. Siedząc na spektaklach myślałam, jak teraz czuje się aktor, jak wywołuje w sobie emocje, które gra... Jak wchodził w rolę. Ale poznałam A. I wtedy zrozumiałam, że to osoby takie jak ona, z warunkami, będą mogły spełniać swoje marzenia. Charakterystyczne, silne osobowości, o uderzającej urodzie. Nie małe, żałosne i typowe 'acting - only - in - their - dreams'.

"Again" - Archive.
4|+

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ``````````````````````````````````````` ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
[1]
Napisała sobota, 28 lipica 2007 22:59:13


Disconnect and self destruct.

Byłam dziś na placu zabaw, na moim placu zabaw.
Ktoś tam był, pierwszy raz ktoś zabrał moje miejsce, to, które zawsze o 22:00 jest moje, moja ławka, moja ciemność. Świerszcze grają dla mnie, drzewa szumią, dym z papierosa unosi się nad moja głową.
Nie tym razem.
I pomyślałam - to jest też jego plac zabaw, co jeśli on jest jedną z anonimowych postaci skąpanych w ciemności wieczoru?
I wtedy to usłyszałam.
Śmiech, tak podobny do jego śmiechu.
Chyba mam paranoję, bo gdyby to był on, na pewno pod wpływem towarzystwa ośmieszyłby mnie, idiotkę, która po usłyszeniu `Chcę być sam, nie chcę być z tobą, nie ten czas, to wszystko potoczyło się za szybko` nie umiała tego zrozumieć. Albo nie chciała. Na jedno wychodzi.
Śmieszne, bo wiedziałam, że się boi, ale mimo jego lęków, myślałam, że skoro jednak ze mną jest, skoro chce mnie jak najczęściej widzieć, skoro `tak dobrze mu ze mną` wszystko ułoży się tak, jak marzyłam.
A tu dupa blada.
Szybko zmyłam się z placu zabaw (i ta piaskownica z tym pieprzonym, niebezpiecznym, metalowym wiaderkiem z łańcuchem, które oboje zbojkotowaliśmy na znak dbałości o bezpieczeństwo dzieci) i poszłam na ścieżkę w lesie, na ławkę, na której... no, na naszą ławkę.
Zapaliłam.
Znów to poczułam. Ten opadający razem z popiołem, ulatujący wraz z dymem niepokój, niknący w ciemności nocy. Cisza i spokój we mnie, odpływające nerwy, niepokój, samotność..
Trułam drzewo, to samo, które kiedyś przyglądało się dwojgu szczęśliwych (czy na pewno?) ludzi, pomyślałam nawet głupio, że trując je, truję wszystko co z nim związane.
I może tak jest, bo teraz jestem zwyczajnie wściekła, wściekła na siebie, że tak się zaangażowałam w związek z kimś, kto już raz powiedział, że chce być sam i mimo to nie zniknął z mojego życia.
Ale wtedy nie zniknął również fizycznie, ciągle tam był. Odbierałam jego emocje, wiedziałam, że zawsze mogę się do niego zwrócić.
Ten stan, ten rok. Był ważny.
Był mój, był jego, a zarazem każde z nas było zupełnie osobno, w swoim świecie, wśród swoich problemów.
I wszystko spieprzone.
Dzisiaj znów noc przy otwartym na oścież oknie. Kawa, papieros i naiwne wspomnienia.
Chłód nocy, taki sam, jak wtedy, gdy...
A chuj.
To wszystko musiało być iluzją.
Jestem żałosna.
Taka [narcissistic] Drama Queen.
Idiotka, która cierpi tylko dlatego, że ktoś nie chce z nią być.
A nie potrafi podać choć jednego powodu, dlaczego miałby chcieć.
5|+

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ``````````````````````````````````````` ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~